Uszy, bo z rozbiegu jeszcze dwa króliczki powstały.
Skrzydła rzecz jasna anielskie-cztery duże anioły i kilka małych na zamówienie.
Króliczki to brązowy łobuz Jan z połatanymi spodniami
i latynoska gorąca Marietta:)
Obydwa trafiły do ArtStacji.
Udało mi się wyrwać do biblioteki, więc już mogę przestać drżeć na myśl o tym, że właśnie kończę ostatnią książkę. Przyniosłam stosik kryminałów. Okazało się też, że Panie z biblioteki wyprzedają pisma z zeszłego roku za 50 gr-1 zł co łaska, więc skusiłam się na pięć sztuk.
Już nie zginę bez słowa pisanego:)

















































